(tłumaczenia)


1-1223577687RbCE

Słówko na dziś:

„perpetual usufruct” – użytkowanie wieczyste

prawie perpetum mobile, a jak wiadomo to właśnie „prawie” robi różnicę.

Podany termin jest uważany za najbardziej trafny odpowiednik naszego, rodzimego „użytkowania wieczystego” więc można by rzec, że jest dobry – Polscy prawnicy mogą powiedzieć; jest sukces, mamy to!

Jest tylko jeden drobny problem, otóż nie rozumie go nikt poza nami. Dlatego bądźmy gotowi, że gdy zechcemy zabłysnąć klingą naszego ostrego jak brzytwa intelektu i wyrzucimy z siebie „perpetual usufruct” w kierunku rodzimego Brytyjczyka, najpewniejszą reakcją będą wybałuszone oczy oznaczające w mowie ciała (przykładowe tłumaczenie) „ale że o co chodzi ?”

Nie oznacza to, że nie powinniśmy używać tegoż terminu – należy, bo jest to najbardziej odpowiednie tłumaczenie. Niemniej by wyjaśnić zdziwionemu Anglikowi co mieliśmy na myśli można dopowiedzieć, że chodziło nam o polską odmianę „long term lease from the State Treasury”.

Skąd całe to zamieszanie?

Otóż stąd, że osoba wychowana np.: w Wielkiej Brytanii, a co za tym idzie w systemie prawa „common law”, która nie spotkała się wcześniej z instytucjami polskiego prawa rzeczowego, zwyczajnie nie ma prawa zrozumieć o co nam chodziło. Jest tak ponieważ użytkowanie wieczyste to instytucja zasadniczo obca ustawodawstwu krajów anglojęzycznych. Z reguły brakuje tam swoistego łącznika pomiędzy własnością a dzierżawą czy najmem.

!!! Ku przestrodze: unikajmy prób ominięcia luki językowej używając terminu „freehold” – występującego często w kontekście prawa do nieruchomości.

Ponieważ słowo to zawiera w sobie człon „ –hold” możemy błędnie dojść do przekonania, że idziemy w kierunku posiadania (ang. “possesion”) a więc jesteśmy bliżej użytkowania wieczystego niż pełnej własności. Nic bardziej mylnego. Podczas gdy w systemie kontynentalnym (a więc i u nas – tak głosi plotka :) ) prawo własności jest określane jako „ownership” i człon dotyczący własności („own-„) zawsze będzie obecny gdy chodzi o to właśnie prawo, to mieszkańcy wysp mają o tyle nieszczęsny los, że mieć w znaczeniu „own” to może tylko jedna sympatyczna starsza dama w meloniku zamieszkująca taki duuuuży dom co się nazywa na „B”.

Natomiast cała reszta Anglików może sobie tylko „hold”, z tym że różne „hold” (freehold, leasehold) a najpełniejszym z nich jest właśnie „freehold” – co faktycznie stanowi odpowiednik naszego prawa własności. Tak więc mizerny los mieszkańców Anglii szczęśliwie dla nich ogranicza się jedynie do warstwy językowej, ponieważ w rzeczywistości „freeholder” jest po prostu odpowiednikiem polskiego właściciela.